Wesele nie obejdzie się bez disco polo

Wesele nie obejdzie się bez disco polo

2017-01-11 13:30:03

Z muzykami z zespołu Playboys rozmawiamy o ich historii, szkołach muzycznych oraz weselach. Znamy już przepis na idealną imprezę. Warto, byście poznali go i Wy!


Ślubnia: Zawsze kochaliście muzykę?

Jakub: Od najmłodszych lat! Nasz perkusista Kuba jako sześciolatek namierzył pierwszy instrument na bazarze i zaczął w niego rytmicznie stukać. Ja w wieku siedmiu lat grałem już na akordeonie. Nasz gitarzysta Przemek też zaczął dość wcześnie…

Przemek: Zgadza się. Pianino!

Jakub: Tak więc pasjonowaliśmy się muzyką od najmłodszych lat. Potem trafiliśmy do szkół muzycznych i tak się nam życie potoczyło, że skończyliśmy studia tego typu. Perkusista Kuba w Kielcach, a ja w Lublinie. Przemek co prawda studiów nie skończył, ale nie były mu potrzebne, bo i tak gra lepiej niż wielu muzyków po studiach… Całe życie jesteśmy związani z muzyką i pewnie tak już pozostanie.

Ślubnia: Studia się przydają? Czy umiejętności, które wówczas zdobyliście, wykorzystujecie na co dzień?

Jakub: Na pewno się przydają! Na studiach muzycznych wcale się nie leży, tylko trzeba ciężko pracować i z instrumentem obcować przynajmniej cztery, pięć godzin dziennie. Na koniec jest przecież dyplom. Wchodzi się na salę i trzeba zagrać tak zwany popis, który trwa trzydzieści czy nawet czterdzieści minut. Słabo by było, gdybyśmy na tym popisie się nie popisali…

Kuba: Skompromitowali wręcz!

Jakub: … i ukończyli studia z jakimś niefajnym stopniem!

Ślubnia: Kiedy podjęliście decyzje, by występować jako zespół?

Jakub: Na temat naszej znajomości można by napisać książkę. Tak naprawdę to ja założyłem zespół Playboys, a potem dołączył do mnie mój kolega z osiedla Przemek. To nasz gitarzysta, który na początku nie był w stu procentach przekonany do tej inicjatywy. Wreszcie rozpoczęliśmy poszukiwania perkusisty. Pomógł nam w tym Dawid z zespołu Piękni i młodzi, który polecił nam Kubę. Powiedział po prostu „Poznałem kiedyś na koncercie fajnego chłopaka z niezwykłą osobowością, dobrego instrumentalistę. Zapytaj go, czy przypadkiem nie jest wolny!”. Pojechaliśmy więc po perkusistę do Kielc. Wracając skasowaliśmy samochód. Moja przesądna babcia powiedziała wówczas, żeby w życiu nie brać go do zespołu i jak najszybciej podziękować mu za współpracę, która przecież jeszcze się nawet nie zaczęła.

Kuba: Dodam, że swój pierwszy koncert zagrałem w piątek, trzynastego lutego, ale dałem raę!

Jakub: Występujemy razem już ponad dwa lata i jest super, nie możemy narzekać.

Ślubnia: Jak wam się udało odnieść sukces? Co o nim zadecydowało?

Przemek: Duża w tym zasługa Kuby. To on czuwa nad naszym zespołem, pisze teksty, komponuje muzykę, czuwa nad naszą formą artystyczną i ma decydujące zdanie w ważnych sprawach. Oczywiście o wszystkim rozmawiamy, Kuba pyta nas o zdanie, ale to on podejmuje końcową decyzję. Jak widać, sprawdza się na tym stanowisku. Utwory się podobają, na naszym kanale na YouTubie liczna wyświetleń rośnie, jesteśmy zapraszani na koncerty. Życzę mu, by jak najdłużej płodził te utwory!

Jakub: Nie byłoby tych utworów, gdybym nie miał fajnych ludzi dookoła. Nasze teksty piosenek to prawdziwe historie, opisujemy to, co u nas słychać i u naszych kolegów czy koleżanek. To sytuacje życiowe, na które się natknęliśmy. Któraś z legend disco polo powiedziała, że pomimo dwóch lat na scenie wciąż jesteśmy szczerzy i naturalni, że nie zadzieramy nosa…

Ślubnia: A playboyami jesteście?

Jakub: Nie, nie, nie! Nazwa ma inne pochodzenie. Kiedyś jako młodzi, piętnasto- czy szesnastoletni chłopcy graliśmy jakąś imprezę i organizator zapytał się, jak się nazywamy. Chciał nas, zdaje się, umieścić na plakacie. „Nie mamy jeszcze nazwy”, przyznałem się, a on się zdziwił. „Jak to nie macie? Jesteście grający chłopcy, czyli playboys!”. I tak już zostało. Fani disco polo bardziej kojarzą nas z Hughem Hefnerem i magazynem Playboy, ale to mylna interpretacja. Nie imprezujemy w taki sposób i nie występujemy z króliczych uszkach na głowie. Wystarczy przyjść na nasz koncert, by się przekonać, że playboyami nie jesteśmy.

Ślubnia: Gdzie najczęściej występujecie?

Przemek: W całej Polsce! Kiedy przychodzi sezon letni, gramy wiele imprez plenerowych, można zobaczyć nas także na festynach. Zimą chowamy się pod dachem, częściej są to wówczas imprezy firmowe, ale też kluby i dyskoteki.

Kuba: Jako pierwszy zespół disco polo z Polski wystąpiliśmy w Norwegii. Nie udało się to ani królowi Zenonowi Martyniukowi ani Marcinowi Millerowi z zespołu Boys, a udało się to Playboysom! Publiczność dopisała i było naprawdę super.

Ślubnia: Macie przepis na idealne wesele?

Jakub: Wszystkie wesela są fajne. To jeden jedyny dzień w życiu, wyjątkowy dla pary młodej i ich przyjaciół. Czego na takiej imprezie nie może zabraknąć? Dobrej muzyki i dobrej kapeli. Żadne wesele nie obejdzie się bez piosenki „Jesteś szalona”, tak jak nie obejdzie się bez toastów i „gorzkiej wódki”. W tej chwili często gramy na weselach, co tylko potwierdza, że muzyka disco polo jest potrzebna ludziom, że czują się przy niej bardzo dobrze i nawet jak wypiją o jednego drinka za dużo, to chcą się przy niej bawić. Życzymy wszystkim, którzy szykują się do ślubu, żeby na swoje wesela zapraszali zespoły disco polo, a jeśli te nie będą mogły przyjechać, to przynajmniej bawcie się też i przy naszej muzyce! Wtedy wesele na pewno będzie udane!

Rozmawiał Michał Zacharzewski